Sklep zaczął się od szafy. Nie metaforycznie, ale dosłownie: od jednej drewnianej szafy z odzysku, którą Marta Kowalczyk wciągnęła na pierwsze piętro kamienicy przy ulicy Szerokiej pewnego październikowego poranka 2017 roku. Miała wtedy czterdzieści wieszaków, trochę oszczędności i przekonanie, że ludzie są zmęczeni ubraniami, które rozpadają się po trzecim praniu. Pierwsze tygodnie były ciche. Wchodziły głównie sąsiadki i jedna pani, która przychodziła co tydzień, nic nie kupowała, ale zawsze zostawiała ciastka na ladzie. Marta mówi, że to ona nauczyła ją, że sklep to nie tylko towar.
Każda sztuka prana i prasowana przed wywieszeniem, bez wyjątku— Marta Kowalczyk
Nowe dostawy w każdy wtorek rano, bez zapowiedzi na social mediach
Dwa razy w roku wyjazdy zakupowe do Czech i Niemiec
Rezerwacja na 48 godzin bez zaliczki, tylko na słowo
"Przyjeżdżam z Wrocławia specjalnie po nowe dostawy. Marta wie, co jest dobre, i nie wiesza rzeczy, które nie mają sensu."
"Kupiłam tu sukienkę na wesele siostry za 95 złotych. Wszyscy pytali, gdzie ją znalazłam. Nikt nie uwierzył, że to second-hand."
Kupujesz ubranie, które ma już czterdzieści, pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat. Przetrwało…
Rynek vintage rośnie, a razem z nim rośnie liczba rzeczy sprzedawanych jako vintage, które nimi…
Garden party rządzi się innymi prawami niż wesele w sali. Jest cieplej, jest trawa, jest wiatr.…
To, co widzisz poniżej, to tylko próbka. Na wieszakach jest zawsze więcej, a w każdy wtorek przybywa nowa partia. Ceny na metkach są ostateczne. Jeśli coś cię zainteresuje, napisz lub zadzwoń, a odłożymy na 48 godzin.

Ciemnozielona wełna z domieszką kaszmiru, podszewka w drobną kratę, guziki z rogu. Pochodzi z prywatnej kolekcji z Nowego Sącza. Rozmiar odpowiada współczesnemu 38. Drobna naprawa podszewki przy lewym rękawie wykonana przez nas.

Gruba flanela w kratę czerwono-granatową, produkcja czechosłowacka, metka fabryki w Brnie. Rozmiar L według dzisiejszych standardów. Bez żadnych uszkodzeń, prana raz, suszona na powietrzu.

Biała bawełna z nadrukiem w drobne niebieskie kwiaty, krój A-line, zamek z tyłu na metalowym suwaku. Pochodzi z targu w Pradze, gdzie Marta znalazła ją w skrzyni z innymi rzeczami z tej samej epoki. Rozmiar 36-38.

Brązowa skóra naturalna, zapięcie na klamrę, wewnątrz dwie kieszenie i oryginalne lusterko. Skóra miękka, bez pęknięć. Rączki lekko przetarte, co nadaje jej charakteru, a nie wady.
Marta Kowalczyk zaczęła zbierać ubrania z drugiej ręki jeszcze na studiach w Krakowie, kiedy co sobotę jeździła na Plac Nowy z pustą torbą i wracała z pełną. Po kilku latach pracy jako kostiumograf przy małych produkcjach teatralnych w Łodzi zrozumiała, że to właśnie selekcja i opowiadanie historii przez ubranie jest tym, co ją napędza. W 2017 roku otworzyła Threadbare & Treasures w wynajętej kamienicy przy ulicy Szerokiej, zaczynając od czterdziestu wieszaków i jednej drewnianej szafy. Dziś mówi, że najlepszą rzeczą, jaką kiedykolwiek znalazła, był wełniany płaszcz z 1963 roku z inicjałami właściciela wyszytymi w podszewce. Poza sklepem hoduje pomidory na balkonie i czyta stare numery "Przekroju".